W tej przemyślanej pracy ekonomista David Blanchflower opowiada o swoim udziale w decyzjach rządowych w okresie poprzedzającym Wielką Recesję i w jej trakcie. Ubolewa nad ślepotą swojego zawodu, który dopuścił do kryzysu i pogłębił jego skutki. Blanchflower bada obecne powiązania między polityką gospodarczą a wzrostem globalnego populizmu i nacjonalizmu oraz omawia, w jaki sposób przywódcy mogliby zapobiec kolejnej recesji, którą uważa za nieuchronną. Jego pełna faktów książka spodoba się ekonomistom, analitykom politycznym i osobom martwiącym się o recesję.

Streszczenie zostało przetłumaczone maszynowo (przepraszamy za niedoskonałości tłumaczenia) jako materiał na nasze szkolenia i wyjazdy integracyjne.

Wnioski
Trwające dziesięć lat ożywienie gospodarcze po recesji jest słabsze niż jakiekolwiek inne od wieków.
Szalejące bezrobocie tłumaczy zaskakująco słaby wzrost płac w czasach niskiej stopy bezrobocia.
Amerykanie bez wykształcenia wyższego ucierpieli w czasie recesji i powolnego ożywienia.
Ludzie chcą przede wszystkim dobrej, godnej i bezpiecznej pracy z rozsądnym wynagrodzeniem.
Niezadowoleni Amerykanie i Brytyjczycy szukają kogoś lub czegoś, co można by obwinić.
Niewielu ekonomistów rządowych przewidziało recesję w 2008 roku, nawet aż do jej początku.
Długotrwała skłonność ekonomistów do ukrywania się za teorią sprawia, że ich zawód jest niepraktyczny i nie nadaje się do tworzenia polityki.
Nawet gdy gospodarka osuwa się w kierunku kolejnej recesji, przywódcy powtarzają stare błędy.
Aby zapobiec katastrofie, rządy muszą przestać podnosić stopy procentowe i dążyć do szybkiego osiągnięcia pełnego zatrudnienia.
Podsumowanie
Trwające od dziesięciu lat ożywienie po recesji jest słabsze niż jakiekolwiek poprzednie od stuleci.
W 2018 roku oficjalne stopy bezrobocia w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i kilku innych krajach pozostają niskie. Według tej miary, świat skorzystał z silnego ożywienia od czasu Wielkiej Recesji, która rozpoczęła się pod koniec 2007 roku. Ale według innych wskaźników – zwłaszcza niedostatecznego zatrudnienia i realnego wzrostu płac – tak nie jest, a wskaźniki nadchodzącej recesji zaczynają się pojawiać. W 2009 roku rządy zahamowały ożywienie gospodarcze, wprowadzając środki oszczędnościowe i podwyższając stopy procentowe. Dziś pracują miliony ludzi mniej niż przed recesją. Płace pozostają uparcie niskie. Wydajność pracowników od 2000 roku nie przekracza 2% rocznie. Wysokie czynsze i koszty utrzymania zatrzymują młodych ludzi w ich domach z dzieciństwa, co powoduje depresję w branży nieruchomości i branżach pokrewnych. To powoduje, że rynek pracy jest znacznie mniej mobilny i elastyczny.

„Ani dane dotyczące wynagrodzeń, ani wskaźnik zatrudnienia nie wskazują na to, że Stany Zjednoczone są gdziekolwiek blisko pełnego zatrudnienia”.
Eksperci wymieniają technologię, gig economy, automatyzację i starzenie się społeczeństwa jako powody, dla których miliony ludzi pracuje obecnie mniej niż przed recesją. Technologia w niewielkim stopniu wpływa na pracowników o niższych zarobkach, ale stłumiony popyt napędza spadek aktywności zawodowej w dużo większym stopniu niż kombinacja innych czynników. Samozatrudnienie w Stanach Zjednoczonych spadło od czasu recesji i nie miało wpływu na wskaźniki aktywności zawodowej. Starsi pracownicy twierdzą, że wróciliby do pracy, gdyby mogli znaleźć godną pracę. Podobnie uważają młodzi ludzie, którzy dążą do zdobycia lepszych umiejętności i zaawansowanych stopni naukowych.

Gwałtowne niedostateczne zatrudnienie wyjaśnia zaskakująco słaby wzrost płac w okresie niskiego bezrobocia.
Każdy może uzyskać dostęp do dokładnych, sprawdzonych danych US Bureau of Labor Statistics na temat aktualnych i historycznych wskaźników bezrobocia. Twierdzenia polityków i innych osób, że stopa bezrobocia maskuje prawdziwe bezrobocie, są prawdziwe – ale nie takie, jak większość z nich opisuje. Chociaż oficjalne stopy bezrobocia w USA i Wielkiej Brytanii utrzymują się na mniej więcej 50-letnim poziomie, miliony ludzi, którzy chcą pracować lub którzy chcieliby pracować więcej godzin, zadają kłam twierdzeniom o pełnym zatrudnieniu w obu krajach. Najlepsza miara luzu na dzisiejszym rynku pracy – niedostateczne zatrudnienie – wyjaśnia słaby wzrost płac od czasu recesji. Zmiany w stopie niedostatecznego zatrudnienia wyparły metrykę stopy bezrobocia jako najlepszego predyktora wzrostu płac.

„W Stanach Zjednoczonych realne zarobki pracowników w 2018 roku były nadal o 10% niższe od zarobków ich rodziców w 1973 roku”.
W przeszłości, gdy stopa bezrobocia spadała, płace rosły w idealnym tempie. Dzisiaj skromny wzrost płac – około 2% – nie nadąża za dramatycznym spadkiem bezrobocia. Oznacza to, że pracodawcy przyciągają pracowników po dominujących stawkach płac. Niepełnozatrudnieni, którzy liczą się jako zatrudnieni, wkraczają do akcji, gdy tylko grozi im wzrost płac. Rządy mierzą niedostateczne zatrudnienie liczbą osób, które z własnej woli pracują w niepełnym wymiarze godzin i chciałyby pracować więcej. Tradycyjnie ta kohorta rosła i spadała wraz ze stopą bezrobocia. Od czasu Wielkiej Recesji tak się nie dzieje; bezrobocie spada, ale bezrobocie pozostaje wysokie. Wśród osób bezrobotnych jest nieproporcjonalnie dużo młodych, gorzej wykształconych i biednych pracowników. Bezrobocie obejmuje osoby, które pracują na stanowiskach poniżej swoich kwalifikacji i które pracują w niepełnym wymiarze godzin, ale chciałyby mieć pracę w pełnym wymiarze godzin. Duża liczba tych osób obniża wzrost płac i stanowi luz, z którego korzystają pracodawcy, gdy rynek pracy się kurczy.

Amerykanie bez wykształcenia wyższego ucierpieli w czasie recesji i powolnego wychodzenia z kryzysu.
Bezrobocie szkodzi zdrowiu psychicznemu i fizycznemu, szczególnie wśród osób najmniej wykształconych. Prawie połowa osób w wieku produkcyjnym bez pracy w Stanach Zjednoczonych cierpi na problemy zdrowotne, które wpływają na ich zdolność do pracy. Przyczynia się to do nadużywania opioidów, w tym do przedawkowania i nielegalnego handlu narkotykami. Depresja dotyka obecnie ponad dwa razy więcej Amerykanów niż przed recesją. W Wielkiej Brytanii liczba recept na leki przeciwdepresyjne podwoiła się. Depresja i epidemia otyłości idą w parze. W USA gwałtownie wzrósł wskaźnik samobójstw, szczególnie wśród białych mężczyzn w średnim wieku i niewykształconych. Na obszarach wiejskich zgony z wszystkich przyczyn wzrosły znacznie więcej i szybciej niż w miastach. Amerykanie umierają teraz młodziej niż przed recesją, a średnia długość życia nadal spada.

Ludzie przede wszystkim chcą mieć dobrą, godną i bezpieczną pracę z rozsądnym wynagrodzeniem.
Od czasu recesji zniknęło wiele dobrych miejsc pracy, szczególnie dla osób z mniejszym wykształceniem. Większość ludzi bez pracy rozpaczliwie pragnie godnej pracy. Długie okresy bezrobocia odbijają się na ludziach, co może mieć wpływ na całą ich karierę.

„Wzrost płac jest termometrem rynku pracy, mówi, czy i kiedy jest on gorący… łagodny wzrost płac sugeruje, że rynki pracy są letnie”.
W Stanach Zjednoczonych i Europie mieszkają miliony ludzi w wieku produkcyjnym, którzy nie pracują od roku lub dłużej. Większość z nich straciła pracę i bezskutecznie szukała nowej. Wielu nie szuka już pracy ani się nie uczy. Prowadzą życie towarzyskie, grają, piją i oglądają telewizję, popadając w dalszą rozpacz. O wiele więcej Amerykanów w wieku produkcyjnym, zwłaszcza mężczyzn, ubiega się dziś o rentę inwalidzką niż w przeszłości.

Nieszczęśliwi Amerykanie i Brytyjczycy szukają kogoś lub czegoś, co można by obwinić.
W dużych miastach – gdzie mieszka najwięcej imigrantów – ludzie aprobują imigrację. W obszarach miejskich wyborcy popierają wolny handel i bloki polityczne, takie jak Unia Europejska. Statystycznie rzecz biorąc, imigranci popełniają mniej przestępstw i wnoszą więcej do swoich społeczności niż obywatele urodzeni w danym kraju. W Stanach Zjednoczonych mieszka ponad 40 milionów imigrantów, a liczba nielegalnych imigrantów spadła. Mimo to niektórzy obarczają imigrantów odpowiedzialnością za zamachy z 11 września 2001 r. i Wielką Recesję.

„Prognozowanie ekonomiczne sprawia, że astrologia wygląda dobrze”. „
W Ameryce stany, w których jest mniej imigrantów, głosowały na Donalda Trumpa. W Wielkiej Brytanii ci, którzy uważają, że naród czerpie korzyści z imigrantów, byli raczej przeciwni Brexitowi. Wiele osób z dolnej części rynku pracy uważa, że imigranci zabierają im miejsca pracy, a przecież nowi imigranci mają niewielki wpływ na pracowników urodzonych w danym kraju. W Wielkiej Brytanii przeciętny imigrant ma wyższe wykształcenie i korzysta z mniejszej pomocy publicznej niż przeciętny obywatel. Elity zepchnęły Amerykanów i Brytyjczyków z małych miast i wsi za daleko i za szybko w kwestiach takich jak prawa LGBT, wspólne łazienki i ogólnie pojęta poprawność polityczna. Populiści wykorzystali złość średnich Amerykanów, a Brexitowcy przekształcili frustrację w gniew przeciwko imigrantom i wolnemu handlowi. Wykluczenie, jakie odczuwało wielu ludzi, skłoniło ich do głosowania w proteście, niewiele wiedząc o konsekwencjach, ale uważając, że nic nie może pogorszyć ich sytuacji. Te nastroje rozprzestrzeniły się na Francję, Austrię, Włochy i inne kraje.

Niewielu ekonomistów rządowych przewidziało recesję w 2008 roku, nawet aż do jej początku.
Błędy ekonomistów, polegające w dużej mierze na utrzymywaniu lub podwyższaniu stóp procentowych, gdy świat pogrążał się w głębokiej recesji, wydają się tym bardziej rażące, że pojawiło się wiele ostrzeżeń, w tym o bankructwach banków. Kiedy czołowi ekonomiści rządowi w końcu się zorientowali, głosowali za gwałtownym obniżeniem stóp procentowych – w niektórych krajach nawet do poziomu ujemnego – ale to okazało się zbyt mało i zbyt późno.

„Okazało się, że kiedy Stany Zjednoczone kichnęły, Wielka Brytania dostała zapalenia płuc, z którego do dziś nie może się w pełni wyleczyć.
Rządowe środki oszczędnościowe i obsesja walki z nieistniejącą inflacją spowolniły ożywienie w 2010 roku i później. Ukarano najbardziej poszkodowanych i najsłabszych – ludzi, którzy w najmniejszym stopniu zawinili w wywołaniu recesji. Wywołało to masowe niezadowolenie i utorowało drogę Brexitowi w Wielkiej Brytanii i wzrostowi populizmu w Stanach Zjednoczonych. Wady ekonomistów otworzyły drzwi populistycznym politykom do zdyskredytowania wszystkich ekspertów.

Długotrwała skłonność ekonomistów do ukrywania się za teorią sprawia, że ich zawód jest niepraktyczny i nie nadaje się do tworzenia polityki.
Jedynym jasnym punktem jest to, że nowoczesna ekonomia behawioralna – która obserwuje ludzkie zachowania i psychologię, a nie opiera się na sterylnych modelach tego, jak ludzie powinni postępować – słusznie zyskała przewagę. Ekonomiści behawioralni więcej wychodzą z domu, obserwują prawdziwe życie i rozmawiają z ludźmi. Testują pomysły i dane, obserwując codziennych konsumentów i handel. Ekonomiści, którzy rozszerzają swoje badania na świat rzeczywisty, wnoszą większą wartość i dokonują lepszych ocen. Na przykład, aby zrozumieć, dlaczego płace nie spadają w czasie recesji, odpowiedzi nie uzyskuje się stosując tradycyjne modele ekonomiczne, ale rozmawiając z kierownikami firm i liderami pracowniczymi. Ekonomiści powinni być ciekawi i wyczuleni na trendy, tak jak powinni byli być wyczuleni na balonową bańkę mieszkaniową w USA przed Wielką Recesją. Większa uwaga poświęcona wskaźnikom zaufania konsumentów – obecnie szybko spadającym w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii – w połączeniu z rozmowami z ludźmi z ulicy, może pomóc ekonomistom przewidzieć kolejne spowolnienie na czas, aby coś z nim zrobić.

Nawet gdy gospodarka osuwa się w kierunku kolejnej recesji, przywódcy powtarzają stare błędy.
Niepewność, niepokój i brak szczęścia nie zmniejszyły się od czasu recesji, szczególnie wśród osób ubogich i niewykształconych. Protestujący wyborcy nie widzieli w tym niewiele korzyści poza satysfakcją z wyładowania swoich frustracji. Na przykład zatrudnienie w przemyśle węglowym nadal dramatycznie spada w porównaniu z zatrudnieniem w sektorze energii odnawialnych. W Stanach Zjednoczonych firmy produkcyjne nadal wyjeżdżają do Meksyku, a obiecane huty nie powstały. Rosnące dysproporcje w Ameryce i na całym świecie dają ludziom powód do porównywania swojego losu z losem innych.

„Amerykański sen jest z pewnością złamany i być może już nie istnieje”.
Tylko 2% wyborców Trumpa twierdzi, że żałuje, iż go wybrali. W ostatnich wyborach w USA chcieli coś osiągnąć, podobnie jak wyborcy pro-Brexitu w Wielkiej Brytanii. Jeśli nic się nie zmieni, będą chcieli więcej. Ludzie dostrzegają ogromne i rosnące dysproporcje między nimi a bogatymi. Ich rzeczywiste problemy pogłębiły się, ponieważ coraz bardziej prawdopodobne wydaje się ponowne spowolnienie gospodarki światowej. Zapowiada to głęboki i nieuchronny kryzys.

Aby zapobiec katastrofie, rządy muszą zaprzestać podnoszenia stóp procentowych i dążyć do szybkiego osiągnięcia pełnego zatrudnienia.
W przeszłości kilka krajów, w tym Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Japonia, doświadczyły długich okresów bezrobocia na poziomie 3% lub niższym. To może i powinno się powtórzyć, bez wysokiej inflacji. Inflacja nie wzrosła, nawet gdy spadły wskaźniki bezrobocia. Gospodarka się zmieniła; bardziej przypomina tę z lat 50. niż 70. XX wieku. Decydenci polityczni powinni podejść do tego w odpowiedni sposób. Nawet przy bezrobociu na poziomie 2,5% inflacja płacowa prawdopodobnie pozostanie niewielka. Pracownicy wiedzą, że ich pracodawcy mogą przenosić miejsca pracy za granicę lub, w Wielkiej Brytanii, importować siłę roboczą z Europy Wschodniej, jeżeli krajowi pracownicy zażądają zbyt wiele.

„Amerykanie (…) osiągnęli punkt, w którym ignorancja, zwłaszcza w zakresie polityki publicznej, jest prawdziwą cnotą”.
Naturalna stopa bezrobocia – równowaga, w której płace nie rosną wraz ze spadkiem bezrobocia – spadła od czasów przed recesją. Ekonomiści twierdzą, że ciasnota na rynku pracy objawia się poprzez wzrost płac, ale tak się nie stało. Ekonomiści rządowi nadal upierają się, że wzrost płac wkrótce się pojawi. W Wielkiej Brytanii stopa bezrobocia naturalnego wynosi 4%, czyli jest niższa niż w przeszłości, ale nadal zdecydowanie za wysoka. W tym środowisku podnoszenie stóp procentowych nie ma żadnego sensu. Przestarzałe modele mogą krzyczeć o inflacji, ale obserwacja dowodzi, że jest inaczej. Bardziej rozsądna polityka dążyłaby do stopy bezrobocia poniżej 3% i pozwalała na inflację nieco wyższą niż 2%. Prawdziwie niskie stopy bezrobocia, w których firmy konkurują o pracowników, rozwiązują wiele problemów. Rządy powinny wydawać więcej na stymulację, w tym na narodowe plany infrastrukturalne. Większe wsparcie dla imigrantów, subsydiowana opieka nad dziećmi, większy nacisk na pomoc pracownikom w przenoszeniu się do lepszych miejsc pracy, zmiany w opodatkowaniu pomagające osobom o niskich zarobkach i coś w rodzaju powszechnej gwarancji pracy mogłyby zapobiec potencjalnej katastrofie.

O Autorze
Brytyjsko-amerykański ekonomista David G. Blanchflower jest profesorem na Uniwersytecie Dartmouth.