W tym studium globalizacji po Trumpie, Brexicie i COVID-19, naukowcy Anthea Roberts i Nicolas Lamp oceniają stan debaty. Dodają życia temu, co mogłoby być nudnym tematem, identyfikując główne szkoły myślenia o globalizacji i porównując każdą z nich do jednej strony Kostki Rubika. Jest to metafora, która nadaje ramy skomplikowanej kwestii i podkreśla ludzką tendencję do nadmiernego upraszczania złożonych problemów. Rozwiązania autorów są równie metaforyczne, ale to wciąż wartościowe ujęcie krytycznego tematu.
Opracowanie zostało przetłumaczone maszynowo z angielskiego (przepraszamy za błędy) jako materiał na nasze gry integracyjne.
Take-Aways
Dominujące narracje na temat globalizacji przypominają sześć stron kostki Rubika.
Linia establishmentu mówi, że globalizacja przyniosła korzyści wszystkim.
Lewicowi populiści zwracają uwagę na rosnące nierówności w dochodach.
Prawicowi populiści tęsknią za zapomnianą przeszłością.
Narracja o władzy korporacji” mówi, że korporacje zdobyły zbyt dużą kontrolę.
Narracja geoekonomiczna” ostrzega, że Chiny są złym aktorem w gospodarce światowej.
Globalizacja to śliski stok do katastrofy.
Świat potrzebuje nowych sposobów myślenia o wyzwaniach globalizacji.
Podsumowanie
Dominujące narracje na temat globalizacji przypominają sześć stron kostki Rubika.
W latach po zakończeniu zimnej wojny globalizacja i kapitalizm rynkowy wyłoniły się jako wyraźni zwycięzcy. Zachodni standard otwartych rynków i luźnych granic stał się dominującym wzorem dla świata. Jednak wraz z globalnym kryzysem finansowym w 2008 r. świat stał się nieco bardziej chaotyczny. Szok ten ujawnił nowe wątpliwości co do mądrości globalizacji. Wojna na Bliskim Wschodzie spowodowała falę uchodźców uciekających do Europy. A głosowanie w sprawie Brexitu w 2016 roku, po którym nastąpił wybór Donalda Trumpa, to dwa pewne znaki, że wielu odrzuciło główny nurt myślenia o gospodarce światowej.
„W następstwie globalnego kryzysu finansowego w 2008 roku, na Zachodzie zaczęły się pojawiać konkurencyjne opowieści o globalizacji gospodarczej.
W tych niespokojnych czasach pojawiły się konkurencyjne opowieści o globalizacji. Narracje te reprezentują różne linie fabularne dotyczące drogi gospodarki światowej, które można porównać do boków kostki Rubika. Górna część kostki to scenariusz optymistyczny, w którym pomija się wszelkie minusy nieskrępowanej konkurencji i twierdzi, że wszyscy w gospodarce światowej korzystają z globalizacji. Na dole kostki znajduje się teoria „wszyscy tracą” – globalizacja przyspiesza dystopijną przyszłość, torując drogę pandemiom i zmianom klimatycznym. Dodatkowe boki tworzą krytycy, którzy uważają globalizację za głęboko wadliwą, ale nie jest ona ani całkowicie dobra, ani całkowicie zła.
Linia establishmentu mówi, że globalizacja przyniosła korzyści wszystkim.
Zgodnie z „narracją establishmentu”, kwestionowanie korzyści z globalizacji jest niemądre. Globalizacja zapewniła zachodnim konsumentom dostęp do tanich towarów, a jednocześnie wydobyła z biedy setki milionów pracowników w Chinach i Indiach. Wielu ekonomistów przyjmuje tę narrację, a jej zwolennicy wskazują na sam wzrost gospodarek światowych w ostatnich dekadach. Nie martwią się o to, jak ten znacznie większy tort gospodarczy jest dzielony. Istotą narracji establishmentu jest to, że narody są nierozsądne w dążeniu do samowystarczalności ekonomicznej; tylko poprzez specjalizację w dziedzinach, w których są silne, biedne kraje mogą podnieść swój standard życia.
„Ogromne zmiany spowodowane globalizacją gospodarczą, które uczyniły większość z nas bajecznie bogatymi (jak na standardy historyczne), nie są pozbawione wad”.
Globalizacja nie okazała się lekarstwem na wszystkie problemy geopolityczne świata. Na przykład, narody nadal toczą wojny, a postęp technologiczny, który jest znakiem rozpoznawczym globalizacji, oznacza, że niektórzy pracownicy zostaną wysiedleni. Ekonomista pracy David Autor stwierdził, że amerykańscy mężczyźni bez wykształcenia wyższego – podstawowa siła robocza w fabrykach, które przeniosły się za granicę – bardzo ucierpieli z powodu globalizacji. Zwolennicy narracji establishmentu podkreślają jednak pozytywne strony globalizacji, takie jak znacznie bardziej przystępne ceny dóbr konsumpcyjnych. Na przykład, średni koszt kolorowego telewizora w 1973 roku wynosił 400 dolarów. Przy pensji 4,12 USD amerykański pracownik musiał pracować 97 godzin, aby móc sobie pozwolić na telewizor. Do 2009 roku cena kolorowego telewizora spadła do 300 dolarów, a średnia płaca wzrosła do 18,72 dolarów, więc ten sam produkt wymagał tylko 16 godzin pracy – spadek o 84%. Podobna matematyka dotyczy pralek, suszarek, lodówek i innych urządzeń. Dla zwolenników szkoły „każdy wygrywa” te liczby mówią głośno.
Lewicowi populiści skupiają się na rosnących nierównościach w dochodach.
Zwolennicy tej interpretacji globalizacji patrzą na to w znacznie mroczniejszy sposób. Globalizacja rzeczywiście sprawiła, że dobra konsumpcyjne stały się tańsze, ale jednocześnie skoncentrowała bogactwo w stosunkowo niewielu rękach. Tymczasem masy walczą o mieszkania, opiekę zdrowotną i edukację. Podczas gdy w latach 1948-1973 pracownicy fabryk otrzymywali wysokie wynagrodzenie, później ich wypłaty przestały rosnąć, co doprowadziło do tego, że pisarz finansowy Stewart Lansley nazwał gospodarkę „klepsydrą” – wybrzuszenie zamożnych pracowników na szczycie, wąska klasa średnia i wypukłość niskich dochodów na dole.
„Pod koniec lat 70. i na początku lat 80. w gospodarce USA wydarzyło się coś niezwykłego: ludzie z klasy robotniczej przestali być wynagradzani za to, że stawali się lepsi w tym, co robili”.
Zwolennicy lewicowego populizmu widzą siebie jako ofiary pazernej na pieniądze kadry miliarderów i multimilionerów. Jeremy Corbyn, były szef brytyjskiej Partii Pracy, wyjaśnił tę sytuację w ten sposób: „Nie jesteśmy spłukani, jesteśmy okradani”. W Stanach Zjednoczonych ruch Occupy Wall Street ujął problem w ramy hasła: „Jesteśmy 99%”. Dla tej grupy sceptyków ratowanie Wall Street przez rząd USA po upadku Lehman Brothers w 2008 r. było ochroną bogatych, a nie pomocą dla mas.
Prawicowi populiści tęsknią za zapomnianą przeszłością.
Donald Trump zdobył prezydenturę w 2016 r., odwołując się do odmiany prawicowego populizmu, która powstała w wyniku rozpadu gospodarki Pasa Rdzy. Niegdyś dumne ośrodki produkcyjne – miasta takie jak Flint w stanie Michigan, Youngstown w stanie Ohio czy Janesville w stanie Wisconsin – doświadczyły zapaści gospodarczej. Wzrosła przestępczość i spadła wartość nieruchomości. W swoim przemówieniu inauguracyjnym Trump opisał „zardzewiałe fabryki rozrzucone jak nagrobki”. Podobnie jak ich lewicowi odpowiednicy, prawicowi populiści oskarżają elity o zdradę mas. Jednak prawicowy populizm celuje w zewnętrznych wrogów, takich jak Meksyk i Chiny.
„Prawicowi populiści wyrażają gniew w górę i na zewnątrz”.
Według Trumpa, Meksyk i Chiny „kradną amerykańskie miejsca pracy”, które słusznie należą do Amerykanów. Kampania Trumpa mówiła wyborcom z Pasa Rdzy, że słabi politycy pozwolili na kradzież ich miejsc pracy i że Trump je odzyska. Wielu ekonomistów zgadza się, że miejsca pracy w fabrykach są potężną siłą napędową gospodarki, choć dodają, że kreatywne i profesjonalne miejsca pracy są fundamentem przyszłego dobrobytu. Zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Stanach Zjednoczonych prawicowy populizm skupiał się na podziale na tych, którzy są „Somewheres” i „Anywheres”: Somewheres są mniej wykształceni i bardziej przywiązani do swoich rodzinnych miast. Anywheres są bardziej wykształceni, mobilni i zdolni do adaptacji; łatwiej im się podnieść i przenieść w poszukiwaniu możliwości ekonomicznych.
Narracja o władzy korporacji” głosi, że korporacje zdobyły zbyt dużą kontrolę.
Aktywista Ralph Nader i związek zawodowy AFL-CIO podjęli ten argument w latach 90. w walce przeciwko Północnoamerykańskiemu Układowi Wolnego Handlu (NAFTA). Argument ten mówi, że interesy korporacji wykorzystują swoją przewagę, aby żądać niższych płac i niższych podatków. Nawet przekraczają granice w poszukiwaniu łagodniejszych standardów pracy i luźniejszych przepisów dotyczących ochrony środowiska. Efektem jest „wyścig do dna”, który szkodzi wszystkim. Korporacje rzeczywiście odniosły sukces w obniżaniu stawek podatkowych. Ekonomista Joseph Stiglitz napisał, że w wyniku lobbowania przez międzynarodowe koncerny na rzecz niższych stawek, średnie stawki podatku od osób prawnych spadły z 49% w 1985 roku do 24% w 2018 roku. Stany Zjednoczone obniżyły swoją stawkę z 35% do 21%, a Wielka Brytania z 19% do 17%. Apple podsycił narrację o potędze korporacji, negocjując umowę podatkową z Irlandią: Firma utworzyła dwa irlandzkie podmioty, które przechowywały jej własność intelektualną i udzielały licencji na tę własność innym spółkom zależnym. Apple płacił Irlandii podatek od swoich zysków w wysokości zaledwie 0,005%.
„To złowieszcze poczucie potęgi Big Tech jest tylko najnowszym przejawem narracji o potędze korporacji”.
Narracja o potędze korporacji obala narrację establishmentu, że wznosząca się fala gospodarcza podnosi wszystkie łodzie. W przypadku NAFTA, globalizacja oznaczała, że dobra praca w Stanach Zjednoczonych lub Kanadzie mogła stać się znacznie mniej hojnie wynagradzanym stanowiskiem w Meksyku. W swojej analizie NAFTA, po tym jak zebrano dziesiątki lat danych, AFL-CIO stwierdziła, że w Meksyku tak naprawdę nic się nie zmieniło, gdzie płace wykazały niewielki postęp, nawet gdy Amerykanie stracili szanse, gdy międzynarodowe koncerny przeniosły miejsca pracy na południe. Krytycy globalnej władzy twierdzą, że NAFTA i inne umowy handlowe to nie tylko handel, ale podważanie zdolności demokracji do regulowania bezpieczeństwa żywności, polityki energetycznej i innych kluczowych obszarów. Jeden z krytyków nazywa Trans-Pacific Partnership „korporacyjnym koniem trojańskim”, powtarzając obawy Nadera dotyczące NAFTA. Obawy o władzę korporacji nasiliły się w ostatnich latach, gdy giganci technologiczni, tacy jak Google, Amazon i Facebook, skonsolidowali ogromne ilości pieniędzy i wpływów.
Narracja geoekonomiczna” ostrzega, że Chiny są złym aktorem w gospodarce światowej.
Narracja establishmentu postrzega globalizację jako receptę na dobrobyt i jako siłę napędową pokoju między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Zwolennicy narracji geoekonomicznej widzą coś innego. Chiny walczą z Ameryką o dominację w tak kluczowych dziedzinach jak technologia 5G, sztuczna inteligencja i obliczenia kwantowe. Rzeczywistość, w której Chiny zyskały na globalizacji znacznie więcej niż Stany Zjednoczone, częściowo napędza tę narrację. Chiny przekształciły się z drugorzędnego uczestnika w główną potęgę, więc można odnieść wrażenie, że wzrost Chin odbył się kosztem Stanów Zjednoczonych. W tym ujęciu strategia Chin polega na kradzieży amerykańskiej technologii – „aby wykraść sobie drogę w górę po drabinie ekonomicznej naszym kosztem”, jak to ujął dyrektor FBI Christopher Wray.
„Częściowo problem polega na braku równych szans, ale częściowo na tym, że Chiny i Ameryka grają w zasadniczo różne gry”.
Różnice kulturowe między oboma narodami powodują, że konkurują one w różny sposób. Gospodarka amerykańska stawia na szybkość i elastyczność, przy minimalnym zaangażowaniu państwa. Z kolei chińskie firmy są kontrolowane przez Pekin i nie mają takiej zwinności jak ich amerykańskie odpowiedniki. Różnice te są szczególnie wyraźne w gospodarce cyfrowej: Podczas gdy Stany Zjednoczone nie angażują się w regulację Internetu, Chiny ściśle kontrolują komunikację w sieci. Powstanie sieci 5G wzmocniło amerykańskie podejrzenia wobec Chin. Jak określił to amerykański senator Tom Cotton, pozwolenie Huawei, chińskiemu budowniczemu infrastruktury 5G, na prowadzenie działalności gospodarczej w Ameryce byłoby równoznaczne z pozwoleniem rosyjskiemu KGB na obsługę sieci telefonicznej w Stanach Zjednoczonych w czasie zimnej wojny. Cotton kwestionuje również gotowość amerykańskich uniwersytetów do szkolenia chińskich studentów w zakresie obliczeń kwantowych i sztucznej inteligencji.
Globalizacja to śliski stok do katastrofy.
W Sylwestra 2019 roku chińskie władze powiadomiły Światową Organizację Zdrowia, że w Wuhan rozprzestrzenia się nowa forma zapalenia płuc. Już kilka miesięcy później świat miał do czynienia z globalnym kryzysem zdrowotnym. Narracja establishmentu opisuje gospodarkę światową jako precyzyjnie dostrojoną maszynę, ale pandemia pokazała, jak szybko ta maszyna może się zatrząść, a następnie zepsuć. Przed pandemią koronawirusów miliarder Bill Gates powiedział, że globalizacja oznacza, iż choroba podobna do grypy hiszpańskiej z 1918 roku może rozprzestrzenić się po świecie w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. Globalizacja pozwala ludziom podróżować szybko i tanio, ale ta sama infrastruktura podróżnicza umożliwia również zarażanie. Tymczasem specjalizacja, która była cechą globalizacji, okazała się słabością globalnych łańcuchów dostaw: Nowoczesny samochód składa się z około 30.000 części i gdy niektóre z nich nie są dostępne, łańcuch dostaw ulega zatrzymaniu.
„Kiedy Chiny zamknęły swoje fabryki, globalne łańcuchy dostaw uległy zaburzeniu, a producenci samochodów od Włoch po Amerykę, od Korei Południowej po Japonię siedzieli bezczynnie, czekając na części z Chin”.
W tej narracji o globalnych zagrożeniach również zmiany klimatyczne postrzegane są jako nadchodząca katastrofa. Globalizacja stworzyła zbyt duży dobrobyt dla dobra planety. Emisja dwutlenku węgla gwałtownie wzrasta, a temperatury rosną. Klęski żywiołowe stają się coraz bardziej niszczycielskie, a huragany, pożary i powodzie coraz bardziej dotkliwe. Zwolennicy tej narracji wskazują na nierówny podział ryzyka klimatycznego. Zamożni mieszkańcy krajów rozwiniętych wytwarzają najwięcej zanieczyszczeń i są w stanie najlepiej przystosować się do skutków zmian klimatycznych. Ludzie biedniejsi wytwarzają niewiele zanieczyszczeń, ale są najbardziej narażeni na katastrofy klimatyczne.
Świat potrzebuje nowych sposobów myślenia o wyzwaniach globalizacji.
W Azji globalizacja spotkała się z pozytywną reakcją. Ta rzeczywistość gospodarcza pozwoliła gospodarkom azjatyckim osiągnąć nowy poziom dobrobytu. W ostatnich dziesięcioleciach region ten rozkwitł, a w latach 1990-2018 około miliard Azjatów wyszedł ze skrajnego ubóstwa. Natomiast w Afryce globalizacja w niewielkim stopniu przyczyniła się do zmniejszenia ubóstwa. Od 2000 roku liczba Afrykanów żyjących w skrajnym ubóstwie wzrosła. Mieszkańcy najbiedniejszych krajów świata nie mają miejsca przy stole w tej debacie.
„Mieszkańcy najbiedniejszych krajów świata, którzy naprawdę zostali pozostawieni w tyle przez globalizację, rzadko pojawiają się w zachodnich narracjach na temat globalizacji gospodarczej.”
Zbyt kuszące jest upraszczanie problemów związanych z globalizacją. Zajęcie się tylko jedną stroną Kostki Rubika oznacza rozwiązanie tylko części układanki. Każda z tych narracji jest przykładem myślenia jak u jeża: Te zwierzęta wiedzą, czego się boją, a kiedy napotykają to zagrożenie, zwijają się w obronne kulki. Inne zwierzę, lis, ma o wiele bardziej zniuansowany sposób reagowania. Lis potrafi żonglować konkurencyjnymi pomysłami i syntetyzować je w zręczną strategię. Aby przenieść analogię zwierzęcą na grunt ludzki, ludzie muszą podchodzić do złożoności globalizacji jak lisy, a nie jak jeże. Albo, jak to ujął laureat Nagrody Nobla Murray Gell-Mann: „W XXI wieku najważniejszym rodzajem umysłu będzie umysł syntetyzujący”. Sensowna jest również inna analogia zwierzęca: Ważki widzą przez charakterystyczne oczy, które dają im 360-stopniowy obraz ich świata. Ludzie powinni naśladować te stworzenia i rozumieć świat oczami ważki.
O Autorach
Anthea Roberts jest profesorem w School of Regulation and Global Governance na Australian National University. Jest autorką książki „Is International Law International? Nicolas Lamp jest profesorem nadzwyczajnym prawa na Queen’s University w Ontario.
