Naukowiec Andrew McAfee proponuje wygodną prawdę: większość rozwiniętych gospodarek zużywa więcej, a jednocześnie mniej zanieczyszcza. Uzbrojony w szereg danych naukowiec z MIT wysuwa śmiały argument, że Stany Zjednoczone przekroczyły punkt szczytowego zużycia metali, nawozów i paliw kopalnych. Sceptyczny czytelnik może się zastanawiać, czy dane potwierdzają jego wniosek tak jednoznacznie, ponieważ pomijają wpływ outsourcingu materiałochłonnej i zanieczyszczającej produkcji do krajów rozwijających się. Ale jeżeli jego prognozy dotyczące trendów w USA rzeczywiście odzwierciedlają kierunek agnostyczny dla wszystkich gospodarek, mogą one w dłuższej perspektywie dać promyk nadziei.

Streszczenie zostało przetłumaczone maszynowo (przepraszamy za niedoskonałości tłumaczenia) jako materiał na nasze szkolenia i wyjazdy integracyjne.

Wnioski
Zaawansowane gospodarki zaczęły oddzielać wzrost od wykorzystania zasobów.
Pomysłowość ludzka zwyciężyła nad widmem maltuzjańskiej apokalipsy.
Od 2000 roku w USA spadło zużycie większości zasobów, z wyjątkiem tworzyw sztucznych.
Firmy mogą realizować kilka strategii dematerializacji: „odchudzić, zamienić, zoptymalizować lub wyparować”.
W funkcjonującym systemie kapitalistycznym negatywne efekty zewnętrzne muszą stać się kosztem prowadzenia działalności gospodarczej.
Świadomość społeczna i reagujące rządy zazwyczaj działają w parze – z wyjątkiem sytuacji, gdy ideologia bierze górę nad dowodami naukowymi.
Rosnąca koncentracja gospodarcza doprowadziła do rosnącego poczucia oderwania od rzeczywistości i trybalizmu.
Postęp technologiczny, kapitalizm, świadomość społeczna i wrażliwe rządy uratują planetę.
Podsumowanie
Zaawansowane gospodarki zaczęły oddzielać wzrost od wykorzystania zasobów.
Rosnące gospodarki nieuchronnie zużywają coraz więcej zasobów: Większość ludzi uznałaby to za truizm. Jednak dostępne dane nie potwierdzają już tego poglądu. Po raz pierwszy postęp technologiczny i kapitalizm uczyniły większość zaawansowanych gospodarek bardziej wydajnymi. Zanieczyszczają mniej, emitują mniej gazów cieplarnianych i skutecznie walczą z wymieraniem gatunków – podczas gdy populacje i PKB nadal rosną. Ludzie na całym świecie stali się bardziej świadomi wyzwań, przed którymi stoją, a rządy stały się bardziej wrażliwe. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieprawdopodobne, jest jednak prawdą: ludzie rzeczywiście dokonali przełomu i zaczęli „dematerializować” swoją konsumpcję. Uzyskują „więcej z mniej”.

Pomysłowość ludzka zwyciężyła nad widmem maltuzjańskiej apokalipsy.
Kiedy w 1798 roku Thomas Malthus napisał swoją słynną książkę o wzroście populacji, miał rację co do przeszłości: Ludzie prosperowali tylko wtedy, gdy ich liczba była niska. Gdy populacja wzrastała, zasoby stawały się rzadkie, a ten niedobór powodował ponowny spadek liczby ludzi. Ludzkość, zamiast pokonać naturę, wciąż jej ulegała, i tak w kółko.

„Żyliśmy w świecie Malthusa przez prawie całą naszą historię jako ludzie nowożytni”.
Ale Malthus bardzo się mylił co do przyszłości. Po 200.000 lat istnienia ludzkości, na początku ery przemysłowej globalna populacja osiągnęła swój pierwszy miliard. Następny miliard pojawił się 125 lat później, a kolejne miliardy przybywały w coraz krótszych odstępach czasu. Około 2000 lat temu wszyscy ludzie razem wzięci ważyli prawdopodobnie mniej niż jedna ósma wszystkich słoni afrykańskich razem wziętych. Dzisiaj wszyscy ludzie i zwierzęta udomowione stanowią 97% ssaków żyjących na ziemi.

„W rzeczywistości odwróciliśmy sytuację. Teraz to my narzucamy się naturze, a nie odwrotnie.”
Oczywiście epoka przemysłowa miała wiele wad i z pewnością nie była dobra dla wszystkich. Gwałtowny wzrost produkcji odbywał się, przynajmniej częściowo, na plecach zniewolonych ludzi, pracujących dzieci i kolonizowanych ludów, którym odebrano ziemię i środki do życia. Odbyło się to również kosztem masowego wymierania i niekontrolowanego zanieczyszczenia. Ale w latach poprzedzających pierwszy Dzień Ziemi w Ameryce w 1970 roku wszystko zaczęło się zmieniać. W 1968 roku ukazało się słynne zdjęcie błękitnej planety Ziemi wykonane z kosmosu. Zanieczyszczenie powietrza w świecie uprzemysłowionym stało się nie do zniesienia, a rok później zapaliła się rzeka Cuyahoga w Cleveland w stanie Ohio, która służyła jako wysypisko zużytego oleju. Wielu naukowców przewidywało maltuzjańską katastrofę: Rosnąca liczba ludności wkrótce spowoduje śmierć głodową, wyczerpanie zasobów minerałów i paliw kopalnych oraz zanieczyszczenie Ziemi do tego stopnia, że nie będzie się ona nadawała do zamieszkania. Aby przetrwać w dłuższej perspektywie, ludzie musieliby podejmować trudne, krótkoterminowe decyzje polityczne – coś, w czym społeczeństwa demokratyczne nie zawsze są doskonałe.

Rozwiązania proponowane przez ekologów to: mniejsza konsumpcja, większy recykling, ograniczenie wzrostu populacji i przemysłu oraz powrót do natury. Jednak przepowiadana apokalipsa nie nastąpiła. Populacje nadal rosły, a wraz z nimi poziom życia. Ponieważ zasoby naturalne stawały się coraz rzadsze, ludzie wymyślali realne alternatywy.

Od 2000 roku zużycie większości zasobów w USA, z wyjątkiem tworzyw sztucznych, spadło.
Mniej więcej na przełomie tysiącleci stało się coś nieoczekiwanego: Całkowite zużycie metali w Stanach Zjednoczonych spadło o 15%. Spadek ten miał miejsce w latach 2000-2015, podczas gdy gospodarka rozwijała się w stałym tempie. To samo dotyczy większości innych surowców, z wyjątkiem tworzyw sztucznych. Z 72 materiałów wykorzystywanych w gospodarce USA 90% całkowitych wydatków przypadło na zasoby inne niż metale. Co więcej, całkowite zużycie energii spadło o około 2% w stosunku do szczytowego poziomu w 2008 roku, podczas gdy gospodarka wzrosła o ponad 15%. Amerykanie skutecznie oddzielili wzrost konsumpcji i dobrobytu od zużycia zasobów.

„Następuje wielkie odwrócenie naszych nawyków z epoki przemysłowej. Gospodarka amerykańska doświadcza obecnie szerokiej i często głębokiej absolutnej dematerializacji.”
Podczas gdy sektor usług wzrósł jako część gospodarki, Amerykanie produkują i konsumują więcej towarów w wartościach bezwzględnych. Mimo to podaż zasobów jest nadal obfita. Ponadto Amerykanie ograniczyli emisję zanieczyszczeń i polowania na dzikie zwierzęta.

Firmy mogą realizować jedną lub wszystkie z następujących strategii dematerializacji: „odchudzić, zamienić, zoptymalizować lub wyparować”.
Jeżeli nie udało się zrobić czegoś mniejszego, to co się udało? Postęp technologiczny i wolne rynki otworzyły wiele dróg do dematerializacji i nadal je otwierają. Przedsiębiorstwa coraz częściej stosują te cztery strategie:

Szczupłość: Wykorzystanie mniejszej ilości danego zasobu – Od 1950 roku wydajność amerykańskich krów mlecznych wzrosła ponad czterokrotnie: W 1950 roku 22 miliony krów dały 117 miliardów funtów mleka, a w 2015 roku zaledwie 9 milionów zwierząt wyprodukowało 209 miliardów funtów. Inny przykład: lżejsze puszki aluminiowe zastąpiły ciężkie puszki blaszane.
Zamiana: Zastąpienie jednego zasobu innym – Dzięki nowoczesnym technikom szczelinowania Stany Zjednoczone stały się w 2018 roku największym producentem ropy naftowej i gazu ziemnego, co z kolei pozwoliło temu krajowi znacznie zmniejszyć zużycie węgla. Wytwarzanie większej ilości energii elektrycznej z energii jądrowej pozwoliłoby na znaczne zmniejszenie zużycia zarówno węgla, jak i gazu.
Optymalizacja: Lepiej wykorzystywać istniejące zasoby – Komercyjne linie lotnicze zwiększyły odsetek zajętych miejsc na jeden lot z 56% w 1971 r. do ponad 81% w 2018 r.
Wyparować: Całkowite zastąpienie zasobów – Kilka nieporęcznych gadżetów, takich jak telefon, kalkulator, magnetofon i aparat fotograficzny, zostało zastąpionych przez jeden podręczny przedmiot: smartfon. I tak jak to jedno urządzenie zastąpiło wszystkie inne, tak samo koszt odnawialnych źródeł energii spadnie do punktu, w którym ostatecznie zastąpią one paliwa kopalne.
Zasoby kosztują, a firmy wolą oszczędzać. Konkurencja i innowacje są kluczem do dematerializacji. Technologia wspomagana komputerowo pomaga przyspieszyć postęp w tym kierunku.

W sprawnie funkcjonującym systemie kapitalistycznym negatywne efekty zewnętrzne muszą stać się kosztem prowadzenia działalności gospodarczej.
Samolubność nie jest wadą, lecz cechą kapitalizmu. Motyw zysku jest najpotężniejszym narzędziem tworzenia i rozpowszechniania dobrobytu. Dopiero gdy prowadzi do kolesiostwa, korporacjonizmu i stłumionej konkurencji, staje się szkodliwy dla ogółu społeczeństwa. To właśnie wtedy niezależny rząd, prawo i sądy muszą chronić własność, prawa i umowy mniej wpływowych członków społeczeństwa. Większość oczywistych wad systemu kapitalistycznego, na przykład w krajach rozwijających się, wiąże się z tym, że te siły są niewystarczające.

„Kapitalizm spowoduje rozkwit wielkiego dobrobytu, ale tylko w odpowiednio pielęgnowanym ogrodzie”.
Rynki radzą sobie z większością rzeczy bardzo dobrze, ale nie radzą sobie z negatywnymi efektami zewnętrznymi, takimi jak zanieczyszczenia. Jednym z rozwiązań jest po prostu zakazanie go; innym jest uczynienie zanieczyszczeń zbywalnymi. Tak właśnie stało się z systemami cap-and-trade, które odniosły wielki sukces. Firmy, które są w stanie zmniejszyć zanieczyszczenia, mogą handlować z tymi, które mają mniejsze możliwości. Kolejnym ważnym krokiem byłoby nałożenie globalnego podatku od emisji dwutlenku węgla. Jednak takie systemy muszą odpowiadać potrzebom ludzi, a także być skutecznie egzekwowane. Na przykład Stany Zjednoczone stanowią jedną czwartą światowej gospodarki, ale odpowiadają za mniej niż 1% plastikowych śmieci docierających rzekami do oceanów. Chiny, gdzie prawo jest mniej rygorystycznie egzekwowane, przyczyniają się do tego w 28%, a ich udział w gospodarce światowej wynosi tylko 15%.

Świadomość społeczna i reagujące rządy zazwyczaj działają w parze – z wyjątkiem sytuacji, gdy ideologia bierze górę nad dowodami naukowymi.
Naiwnością byłoby poleganie wyłącznie na mechanizmach cenowych. Trzeba podnosić świadomość społeczną i wspierać reagujące rządy. Doskonałym przykładem jest ochrona dzikiej przyrody: Gdyby społeczeństwa pozostawiły kwestię ochrony niektórych zagrożonych gatunków działaniu podaży i popytu, na świecie nie pozostałby ani jeden bawół, tygrys czy słoń.

„Świadomość społeczna i sprawnie działający rząd to niezbędne partnerstwo w walce z zewnętrznymi skutkami zanieczyszczeń i w trosce o nasze stworzenia.”
Niestety, dawniej silne partnerstwo między społeczeństwem a rządem zaczyna pękać, czego dowodem są irracjonalne reakcje na uprawy genetycznie modyfikowane (GMO) i herbicyd glifosat. Pomimo przytłaczającej zgody naukowców co do ich bezpieczeństwa dla ludzi, żywność GMO jest zakazana w 38 krajach, a glifosat został prawie zakazany w Unii Europejskiej. Jest to zła wiadomość dla ludzi i środowiska, ponieważ obie technologie pozwalają rolnikom uprawiać większą liczbę bardziej odżywczych roślin przy użyciu mniejszej ilości wody, ziemi, nawozów i herbicydów.

Rosnąca koncentracja gospodarcza doprowadziła do rosnącego poczucia oderwania od rzeczywistości i trybalizmu.
Gwałtowne tempo postępu technologicznego spowodowało wzrost koncentracji gospodarek. Niewielka grupa firm-gwiazd potrafi wykorzystać innowacje, pozostawiając za sobą coraz większą liczbę firm-zombie. O ile rosnąca nierówność ekonomiczna sama w sobie nie jest problemem – w skali globalnej nierówność spada – o tyle sytuacja staje się gorsza, gdy ludzie myślą, że gra jest ustawiona przeciwko nim. Tak właśnie się stało. W miarę jak gospodarki stawały się coraz bardziej skoncentrowane, kapitał społeczny w Stanach Zjednoczonych malał.

„Kapitał społeczny jest niezwykle cenny. To rodzaj bogactwa, równie ważny jak pieniądze czy kapitał fizyczny, taki jak maszyny i budynki.”
Ludzie stracili zaufanie do organów zarządzających i do siebie nawzajem. Gwałtownie wzrosła liczba zgonów w wyniku samobójstw, przedawkowań i alkoholizmu, szczególnie wśród białych Amerykanów w średnim wieku, bez wyższego wykształcenia. Nasila się polaryzacja polityczna, mnożą się fałszywe wiadomości i teorie spiskowe. Rosnące rozłączenie i trybalizm w społeczeństwie są prawdopodobnie największymi zagrożeniami dla dalszego postępu. Przecież dobrobyt gospodarczy będzie rósł tylko wraz z rosnącym kapitałem ludzkim.

Postęp technologiczny, kapitalizm, świadomość społeczna i sprawne rządy uratują planetę.
Czterej jeźdźcy optymizmu” – postęp technologiczny, kapitalizm, wrażliwe rządy i świadomość społeczna – przyczynili się do położenia kresu sankcjonowanemu przez państwo zniewoleniu ludzi i pracy dzieci. Uratowały również wiele gatunków przed wyginięciem i znacznie zmniejszyły zanieczyszczenie środowiska. Jak dotąd, postęp ten był najbardziej widoczny w krajach rozwiniętych. Jednak galop Czterech Jeźdźców przyspiesza, a ich idee są szeroko rozpowszechniane. Dzisiaj większość zgromadzonej na świecie wiedzy jest dostępna za darmo w Internecie, a więc dla każdego, kto posiada urządzenie mobilne. W okresie od 1978 do 1991 roku około 40% ludności świata przeniosło się do krajów o bardziej kapitalistycznych systemach gospodarczych. Chociaż demokracja jest w wielu miejscach atakowana, przesadą jest nazywanie jej martwą. Skrajne ubóstwo szybko znika i chociaż nierówności rosną według niektórych miar, to zmniejszają się według najbardziej istotnych miar: zdrowia, edukacji i warunków sanitarnych.

„Musimy przyspieszyć, a nie kręcić kierownicą w innym kierunku”.
Oczywiście, nadal pozostaje wiele wyzwań. Zbyt wielu ludzi jest głodnych, niewykształconych lub zniewolonych, a walka o ocalenie planety Ziemi dopiero się rozpoczęła. Ale wezwania do reorganizacji najlepszego ze wszystkich znanych systemów są błędne i szkodliwe. Zamiast tego, społeczeństwa muszą być coraz lepsze i szybsze w tym, co już robią dobrze.

O Autorze
Andrew McAfee jest współzałożycielem i współdyrektorem MIT Initiative on the Digital Economy. Wraz z Erikiem Brynjolfssonem napisał książki The Second Machine Age i Race Against the Machine.