Islandia jest często wskazywana jako przykład kraju, który w sposób fachowy zareagował na kryzys finansowy w 2008 roku. W końcu ukarała więcej prezesów i polityków za ich rolę w krachu niż jakikolwiek inny kraj. Ale historia jest o wiele bardziej skomplikowana, niż się wydaje na pierwszy rzut oka, jak wyjaśnia ekspert finansowy Jared Bibler w tej relacji. Chociaż śledztwa w sprawie przestępstw gospodarczych nie zawsze są ekscytujące, Bibler wykonał doskonałą pracę, tworząc dramatyczną i łatwą do prześledzenia narrację wydarzeń, co sprawia, że jest to fascynująca lektura dla każdego, kto chce zrozumieć spuściznę roku 2008.
Artykuł przetłumaczony z wersji oryginalnej algorytmicznie (przepraszamy za niedoskonałości) jako materiał na nasze szkolenia team building.
Wnioski
Islandia doświadczyła krachu finansowego w 2008 roku w wyjątkowo tragiczny sposób.
Czynniki historyczne i kulturowe przyczyniły się do załamania gospodarczego Islandii.
Pomimo wielu przeszkód, władze lokalne przeprowadziły dochodzenie w sprawie źródeł kryzysu.
Dochodzenie wykazało lata systematycznych oszustw popełnianych przez wszystkie trzy islandzkie banki.
Oszustwa przenikały całą islandzką gospodarkę, a nawet rozszerzały się na rynki międzynarodowe.
Banki angażowały się w inne problematyczne zachowania, które zwiększały prawdopodobieństwo krachu.
Banki ignorowały sygnały o zbliżającej się katastrofie.
Chociaż islandzkie śledztwa były niedoskonałe i ograniczone, to ich wyniki były lepsze niż w wielu innych krajach.
Obywatele muszą działać, aby zapobiegać przestępstwom finansowym.
Podsumowanie
Islandia doświadczyła krachu finansowego w 2008 r. w wyjątkowo tragiczny sposób.
Kryzys finansowy z 2008 roku był zjawiskiem globalnym, ale niewiele krajów doświadczyło go tak, jak Islandia. Upadły trzy największe banki prywatne w kraju, które razem stanowiły większość wartości islandzkiej giełdy. Jako pierwszy upadł Glitnir, najsłabszy i najmniejszy, 6 października 2008 r.; Landsbanki upadł 7 października, a Kaupþing, największa islandzka instytucja finansowa, ogłosiła upadłość 9 października, w wyniku upadku o 30% większego niż Enron.
„Islandzki kryzys 2008 roku był trzęsieniem ziemi, które zrównało z ziemią finansowe losy całego kraju”.
Prawnie nakazane emerytury dla obywateli Islandii wyparowały, a bezrobocie gwałtownie wzrosło. Społeczeństwo zareagowało z wściekłością, żądając nowych wyborów i dymisji polityków podczas „rewolucji garnków i patelni” zimą 2008-2009. Gospodarka Islandii w końcu odżyła, ale tylko dlatego, że spadła wartość waluty, co sprawiło, że kraj stał się atrakcyjnym miejscem dla zagranicznych turystów. Dla przeciętnego obywatela Islandii wynik ten wiązał się jednak z dużymi kosztami.
Do upadku gospodarczego Islandii przyczyniły się czynniki historyczne i kulturowe.
Dlaczego krach z 2008 roku tak mocno uderzył w Islandię? Wielu Islandczykom łatwo było twierdzić, że problemy pochodzą od obcokrajowców, obwiniając za nie amerykański kryzys na rynku kredytów hipotecznych i upadek banku Lehman Brothers. Jednak warunki panujące w Islandii sprawiły, że katastrofa w 2008 roku była wyłącznie islandzka.
Wikingowie – norwescy właściciele ziemscy uciekający przed chciwym królem – zasiedlili Islandię w 874 roku. Później najechali Duńczycy i rządzili przez wieki, aż do uzyskania przez Islandię pełnej niepodległości w 1944 roku. Pomimo imponującej poprawy standardu życia i poziomu wykształcenia po II wojnie światowej, Islandia nadal dogania gospodarczo większe, bardziej rozwinięte kraje. Ponieważ Islandczycy tak długo pozostawali pod duńskim panowaniem, późno rozwinęli swój własny system gospodarczy. Mają też szacunek i zaufanie do władzy, co skutkuje bezmyślnym wykonywaniem wielu rozkazów, nawet jeśli są one niezgodne z prawem.
„To kraina bez konsekwencji”.
Wielkość narodu również stanowi wyzwanie, zarówno pod względem wzrostu, jak i unikania korupcji. W kraju o tak małej liczbie ludności, gdzie każdy wydaje się znać każdego, osobiste powiązania przeważają nad odpowiedzialnością. Również niezdolność islandzkich banków do konkurowania z bankami międzynarodowymi pod względem zasobów i wiedzy fachowej spowodowała powszechną niegospodarność.
Pomimo wielu przeszkód, władze lokalne badały przyczyny kryzysu.
Po krachu władze Islandii powołały komisję parlamentarną i wyznaczyły specjalnego prokuratora. Dochodzenie prowadzone przez Urząd Nadzoru Finansowego (FME) toczyło się powoli. Miesiące po upadku islandzka giełda w końcu wysłała do FME list informujący o nietypowej aktywności zakupowej w ciągu trzech dni poprzedzających kryzys bankowy.
„Banki nie popełniają przestępstw. Przestępstwa popełniają ludzie.” (prokurator specjalny Ólafur Þór Hauksso)
Poza tym brakiem pilności, dochodzenie FME napotkało inne przeszkody, w tym niewielką współpracę ze strony trzech banków, system podziału po katastrofie, który dodawał kolejne warstwy biurokracji do poruszania się, kulturę, która stroni od konfliktów i wymieniania nazwisk, a także własną niekompetencję FME. Niekompetencja ta obejmowała błędy w komunikacji i brak wymiany dokumentów między zespołami, przecieki tajnych informacji do mediów, a także wcześniejsze błędy regulacyjne, które wróciły do śledztwa, takie jak zatwierdzenie niewłaściwego planu Landsbanki dotyczącego przechowywania akcji za granicą.
Śledztwo wykazało lata systematycznych oszustw popełnianych przez wszystkie trzy banki islandzkie.
W latach 90-tych wiele banków na całym świecie stworzyło biura transakcyjne typu „proprietary” lub „prop”. Operacje te wykorzystywały pieniądze banku do osiągania zysków poprzez handel w ciągu dnia i pozycje długoterminowe. We wszystkich trzech głównych islandzkich bankach, prop trading desks kupowały akcje swoich banków w ogromnych ilościach – czasami odpowiadających 90% do 100% wolumenu obrotu rynkowego. Kaupþing kupił około 1,25 miliarda dolarów własnych akcji w ciągu mniej więcej roku przed upadkiem, co stanowiło około jednej czwartej całkowitej kapitalizacji rynkowej banku. W przypadku Landsbanki, najstarszego banku Islandii, jego prop desk kupował jego akcje od 1998 roku, kiedy to po raz pierwszy zaczął handlować na giełdzie. Ta jawna manipulacja rynkiem zwiększyła popyt na akcje Landsbanki i ich cenę.
„Kontrolowanie ceny własnych akcji wydaje się być wpisane w DNA tego banku, a tym samym giełdy islandzkiej”.
W ramach dochodzenia FME przeanalizowano księgi handlowe i korespondencję elektroniczną każdego banku, aby dowiedzieć się, co banki zrobiły z tymi akcjami po ich zakupie. Banki nie zadeklarowały tych zakupów publicznie; gdyby to zrobiły, prawdopodobnie zostałyby poddane kontroli przez organy regulacyjne i audytorów. W typowym programie buyback, kiedy bank kupuje własne akcje, następnie je wycofuje, zmniejszając całkowitą liczbę dostępnych akcji i dając pozostałym właścicielom większy udział we własności, ale to wymaga publicznego ujawnienia.
„Od Abu Dhabi po Zanzibar, cena rynkowa danej rzeczy jest ceną 'prawdziwą’, więc ten, kto kontroluje rynek, kontroluje wartość”.
Zamiast tego, w każdym islandzkim banku, biuro maklerskie kupowało ogromne bloki akcji od prop desk pod koniec każdego kwartału. Maklerzy nie mogą zatrzymywać tych akcji, muszą jedynie realizować transakcje zlecone przez klientów. W ten sposób maklerzy zabierali ogromne ilości akcji z prop desk i przekazywali je swoim klientom, tak że pod koniec każdego kwartału akcje te nie znajdowały się już w księgach banku. Banki uparcie kontynuowały tę działalność, nawet gdy osoba z zewnątrz, zatrudniona do nadzorowania ekspansji Kaupþing w Skandynawii, próbowała ostrzec je przed problemami, które mogą się pojawić. Wielu islandzkich bankierów uważało te działania za normalne praktyki biznesowe, ponieważ ich stosowanie było tak powszechne i tak mało zauważane przez wewnętrznych regulatorów.
Oszustwo przeniknęło do całej gospodarki islandzkiej, a nawet objęło rynki międzynarodowe.
Kim byli klienci banków, którzy w końcu stali się właścicielami akcji? Niektórzy z nich byli zamożnymi klientami prywatnymi z „mandatami uznaniowymi”: Banki mogły zarządzać ich pieniędzmi bez konieczności uzyskiwania zgody na każdą transakcję – możliwość, której nadużywały, aby zakopać zawyżone akcje banków. Innymi były zagraniczne spółki fasadowe, które banki same tworzyły, a następnie pożyczały im pieniądze, aby te podmioty mogły kupić jeszcze więcej akcji banku. Bankowcy udzielali tych pożyczek bez zachowania odpowiednich procedur zatwierdzania.
Żadne większe, znane banki zagraniczne ani towarzystwa funduszy inwestycyjnych nie kupowały tych akcji; w rzeczywistości jedynymi rzeczywistymi nabywcami były islandzkie fundusze emerytalne. Tak więc większość transakcji akcjami nie była prawdziwa, ponieważ ryzyko związane z posiadaniem pozycji w akcjach nigdy zasadniczo się nie zmieniało; zawsze pozostawało po stronie banku lub jego spółek fasadowych. Te fikcyjne transakcje były nielegalne. Banki nadal to robiły, aby napędzić swój własny wzrost, uzyskać duże prowizje od tych fikcyjnych transakcji i wypłacić kierownictwu banków wysokie wynagrodzenia. Systemy podwyższania cen akcji skorumpowały całą islandzką gospodarkę.
„To był wąż, który żywił się własnym ogonem i w jakiś sposób stawał się coraz większy”.
Kaupþing próbował nawet manipulować rynkiem CDS (credit default swap) na początku 2008 roku. Spread cenowy CDS, który działa jak publicznie notowana polisa ubezpieczeniowa na dług kredytobiorcy, jest dobrym wskaźnikiem ogólnej kondycji finansowej kredytobiorcy. W 2007 roku spready CDS dla islandzkich banków wskazywały na gorszą kondycję, niż odzwierciedlały to ich sztucznie podnoszone ceny akcji. Kaupþing wydał około 70 milionów dolarów na zakup obligacji kredytowych od Credit Suisse i Deutsche Bank. Kaupþing zakładał się, że za pięć lat nadal będzie istniał i odzyska swoje inwestycje – w efekcie wykorzystał pieniądze swoich deponentów, aby sprzedać ubezpieczenie na siebie. Jest to nielegalna manipulacja rynkowa, zgodnie z islandzkim prawem papierów wartościowych. Credit Suisse zaprzestał emisji obligacji kredytowych, gdy Kaupþing odmówił publicznego ujawnienia tych transakcji na spotkaniu kwartalnym w kwietniu 2008 r., ale Deutsche Bank nie zaprzestał aż do października 2008 r.
Banki angażowały się w inne problematyczne zachowania, które zwiększały prawdopodobieństwo krachu.
W tym samym czasie, gdy banki angażowały się w te oszustwa, stwarzały problemy także w innych miejscach. W połowie lat 2000 weszły na rynek kredytów hipotecznych, mimo że rząd również oferował kredyty hipoteczne poprzez swój Fundusz Finansowania Mieszkalnictwa. Banki nie były w stanie konkurować z niższymi stopami procentowymi oferowanymi przez rząd. Miały nadzieję, że rząd w końcu opuści rynek hipoteczny i pozostawi go bankom, ale czekając na to, straciły pieniądze i jednocześnie napędzały bańkę spekulacyjną, która również pękła wraz z krachem w 2008 roku.
„Islandczycy są przyzwyczajeni do myślenia o swoim kraju jako tak małym, że nie ma znaczenia w świecie. W wiadomościach nigdy nie mówi się o tym, że te upadki banków były ogromne nie tylko według standardów islandzkich, ale i światowych.”
Na podstawie islandzkiej ustawy z lat 80-tych XX wieku, kredyty – od hipotek konsumenckich po dług korporacyjny i rządowy – są powiązane z inflacją. Banki mogą podnosić kapitał kredytu, aby dotrzymać kroku inflacji, co oznacza, że kredytobiorcy nie wiedzą, ile będą spłacać bankowi przez cały okres trwania kredytu. Ten system potęguje inflację i wprowadza ją do całej gospodarki.
W latach 2000-tych traderzy stosowali ruch zwany „carry trade”, polegający na pożyczaniu środków na niski procent, a następnie wykorzystywaniu ich do kupowania islandzkich obligacji rządowych, których cena była znacznie wyższa. To zwiększyło popyt na islandzką walutę i spowodowało dalszy wzrost cen w latach 2002-2007. Płynność zagraniczna w Islandii w latach 2000. spowodowała również wzrost wartości islandzkich nieruchomości i akcji. Islandia jest tak mała, że nie może zaoferować wiele na sprzedaż, dlatego część tych pieniędzy została skierowana do firm inwestycyjnych zajmujących się budową nieruchomości w innych miejscach, na przykład w Europie Wschodniej, ale te inwestycje często nie przynosiły oczekiwanych rezultatów.
Banki ignorowały oznaki zbliżającej się katastrofy.
Już w 2006 roku zaczęły bić dzwony alarmowe dotyczące kondycji islandzkiej gospodarki. Raport Merrill Lynch wykazał, że islandzkie przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe zaciągały pożyczki na niepokojąco wysokim poziomie. W raporcie stwierdzono również, że islandzkie banki rozwijały się poprzez agresywne pożyczanie od większych banków w Europie, ale ostrzegano, że te większe banki w końcu przestaną im udzielać pożyczek. W raporcie słusznie zauważono również, że ponieważ banki islandzkie stanowiły dwie trzecie wartości całego rynku giełdowego kraju, ich upadek mógłby mieć katastrofalne skutki. Inny raport Danske Bank, jak również obniżenie ratingu kredytowego przez Fitch, potwierdziły ustalenia Merrill Lynch. Jednak Islandia nie skorygowała swojego kursu.
Chociaż islandzkie śledztwa były niedoskonałe i ograniczone, miały lepsze wyniki niż te w wielu innych krajach.
W kwietniu 2010 roku specjalna komisja parlamentarna opublikowała swój raport. Winą za kryzys obarczono niekontrolowany rozwój banków, łatwy dostęp do kapitału zagranicznego i błędy w nadzorze regulacyjnym, a jedynie zasygnalizowano, że za tymi problemami kryją się poważne przestępstwa finansowe. Mimo to raport stanowił pożyteczne uzupełnienie działań FME i prokuratora specjalnego. Ostatecznie FME skierował 80 spraw dotyczących nadużyć korporacyjnych do prokuratury specjalnej, co zaowocowało 24 sprawami karnymi w latach 2010-2017, 71 indywidualnymi zarzutami i 79% wskaźnikiem skazania na łączną karę 88 lat pozbawienia wolności dla oskarżonych.
„Szacuję, że poważne śledztwa prowadziliśmy tylko w stosunku do mniej niż 10% całości”.
Z powodu braku środków, małego zainteresowania politycznego i biurokratycznych przetasowań, FME nigdy nie zbadał wielu innych spraw, w tym przypadków oszustw księgowych, wykorzystywania informacji poufnych i manipulacji na rynku CDS. Nigdy też nie zbadano w pełni roli niektórych podmiotów, takich jak islandzka giełda i bank centralny. Przestępstwa finansowe nie skończyły się w 2008 roku; w 2009 roku FME przyjrzał się kilku przypadkom wykorzystywania informacji poufnych w handlu islandzkimi obligacjami rządowymi, ale to ledwie skrawek powierzchni nadużyć po krachu. Wymiana informacji między Islandią a innymi krajami, które ucierpiały w wyniku jej działań, pomogła w śledztwie, ale nie doprowadziła do postawienia zarzutów za granicą.
Pomimo wad reakcji Islandii na krach, kraj ten zrobił o wiele więcej niż inne kraje, aby postawić przed sądem bankierów-przestępców. W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii po 2008 r. wszczęto niewiele postępowań karnych w sprawie oszustw, a te dotyczyły raczej mniejszych firm lub menedżerów średniego szczebla. Islandia ścigała najwyższe kierownictwo banku i ministrów rządu, w tym byłego premiera, ale niższe szczeble pozostały stosunkowo nietknięte. W następstwie krachu Islandia przystąpiła również do Międzynarodowej Organizacji Komisji Papierów Wartościowych, ważnego organu regulacyjnego.
„Czy to wystarczyło? Czy wyciągnięto odpowiednie wnioski? W żadnym wypadku.”
Sprawy przeciwko członkom kadry kierowniczej były głośne, ale wymierzone kary były ograniczone. Prawo islandzkie nie przewiduje wielokrotnego karania za to samo przestępstwo i ogranicza wyroki do kilku lat. Dzięki procesom odwoławczym i taktyce, która nie naruszała ich aktywów na zagranicznych kontach, skazani mogli zmniejszyć swoje kary do zaledwie klepnięcia po ramieniu. Nadzieje na reformę polityczną okazały się krótkotrwałe: Specjalne wybory w 2009 roku wyłoniły koalicję partii centrolewicowych i zielonych, zastępując dwie największe partie – Partię Niepodległości, składającą się głównie z rybaków, i Partię Postępową rolników – które od dawna sprawowały władzę w Islandii. Jednak w 2013 roku te dwa główne bloki polityczne wróciły do władzy, obarczając nowy rząd odpowiedzialnością za utrzymujące się problemy gospodarcze, które same stworzyły.
Obywatele muszą działać, aby zapobiegać przestępstwom finansowym.
Jak pokazuje doświadczenie Islandii, finansowe organy regulacyjne muszą być niezależne, dobrze finansowane i posiadać mechanizmy egzekwowania prawa. Obecnie istnieje niewiele zachęt do wprowadzania regulacji; nikt nie chce działać na niekorzyść swojego kraju, będąc jedynym, który gra fair.
„Jakaś wersja tej samej historii najprawdopodobniej rozgrywa się teraz w Państwa kraju”.
Regulatorzy powinni mieć część swojego wynagrodzenia uzależnioną od wielkości i jakości spraw, które prowadzą. Ekonomiści powinni przestać snuć fantazje, że rynki są zawsze racjonalne i sprawiedliwe. Obywatele wszystkich krajów powinni wybierać urzędników zajmujących się zwalczaniem przestępczości korporacyjnej i powinni wspierać niezależne media.
O Autorze
Jared Bibler jest absolwentem MIT i specjalistą w dziedzinie finansów, który pomagał w badaniu nadużyć korporacyjnych w następstwie krachu finansowego w Islandii w 2008 r.
